Wyznania zakupoholiczki

Jako mała dziewczynka uwielbiałam stroić się w ciuchy mamy, podkradać jej kosmetyki i szpilki. Mama zresztą do dziś jest dla mnie ikoną stylu, zawsze elegancko ubrana, świetnie uczesana, z pomalowanymi paznokciami. O ile jako dziecko nienawidziłam towarzyszenia jej w lumpeksowych polowaniach (przerażał mnie nieestetyczny wygląd i odrażający zapach używanych tam detergentów do czyszczenia odzieży), o tyle studiując w Łodzi  buszowanie po second handach stało się dla mnie sposobem na spędzanie wolnego czasu. Wolałam to niż studenckie imprezy i spotkania z koleżankami.  Ponieważ za kieszonkowe nie mogłam sobie na zbyt wiele pozwolić, założyłam konto na portalu, na którym kupowałam, sprzedawałam i wymieniałam się ubraniami z innymi użytkownikami. Żeby kupić ciucha, musiałam najpierw jakiegoś sprzedać, nowo nabyta rzecz szybko mi się nudziła i szła znowu na sprzedaż, w ten sposób zamykając błędne koło.
Po studiach miałam plan otwarcia własnego second handu, pożyczyłam pieniądze od wujka i znalazłam w internecie hurtownię odzieży używanej. Na miejscu okazało się jednak, że rzeczy były już przebrane i zostały same najgorsze. Tym samym uległam rozczarowaniu, zapał minął i plan zakończył się fiaskiem.
Szukając dalej bezskutecznie pracy , nawiązałam kontakt z koleżanką ze studiów, i postanowiłam wyjechać do Niemiec, gdzie udało mi się załapać do agencji pracy tymczasowej i zarobić pierwsze pieniądze. Było lato, okres wakacji, miasto tętniło życiem. Wpadłam w zakupowe szaleństwo. Możecie wyobrazić sobie, jaki zachwyt wywołały we mnie, dziewczynie z małego miasteczka, ogromne domy towarowe, pasaże sklepów z pięknymi oknami wystawowymi, mieszanka narodowości i wiążąca się z nią różnorodność stylów. Zarobione pieniądze szybko się rozpłynęły, a ja wracałam do Polski z kufrem pełnym zakupowych zdobyczy.
Po kilku wakacyjnych wyjazdach postanowiłam zostać w Monachium na stałe i ściągnąć tam mojego chłopaka. Przez długi czas nie udało mi się odłożyć nawet grosza, wszystko wydawałam na ciuchy i kosmetyki, narastała irytacja, czułam, że brak mi kontroli nad swoim życiem. Do tego wieczne komentarze i osądy Rafała, że brak mi odpowiedzialności, że powinnam zacząć w końcu oszczędzać.
Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że potrzebny mi modowy detoks, poczułam nagle przesyt modą, stwierdziłam, że mam za dużo ubrań, że nowe zdobycze szybko mi się nudzą, że tak naprawdę od kilku lat tkwię w zakupowej pajęczynie, z której nie potrafię się uwolnić. Przeczytałam kilka poradników, zaczęłam poszukiwanie własnego stylu, sporządziłam notatki ... O tym, jak przeprowadziłam w swoim życiu rewolucję,  piszę tutaj.
To głównie ta historia i poczucie, że odnalazłam swoją modową ścieżkę, skłoniły mnie do założenia tego bloga. Daje mi on możliwość pokazania Wam moich stylizacji i podzielenia się modowymi poradami, inspiracjami. Moda od zawsze była, jest i będzie ważna w moim życiu, z tym, że teraz jest to moda świadoma.

 Zapraszam Was gorąco do polubienia mojego fanpage na Facebooku, dzięki czemu będziecie na bieżąco informowani o kolejnych postach 😉

Komentarze

  1. Też tak miałam <3 chciałabym się wrócić do tych czasów

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak...zakupoholizm to nic dobrego ;) powodzenia w świadomych zakupach i blogowaniu :) zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świadome zakupy... hm... musiałam do nich dojrzeć. Fajny blog. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz