Wyznania zakupoholiczki

Jako mała dziewczynka uwielbiałam stroić się w ciuchy mamy, podkradać jej kosmetyki i szpilki. Mama zresztą do dziś jest dla mnie ikoną stylu, zawsze elegancko ubrana, świetnie uczesana, z pomalowanymi paznokciami. O ile jako dziecko nienawidziłam towarzyszenia jej w lumpeksowych polowaniach (przerażał mnie nieestetyczny wygląd i odrażający zapach używanych tam detergentów do czyszczenia odzieży), o tyle studiując w Łodzi  buszowanie po second handach stało się dla mnie sposobem na spędzanie wolnego czasu. Wolałam to niż studenckie imprezy i spotkania z koleżankami.  Ponieważ za kieszonkowe nie mogłam sobie na zbyt wiele pozwolić, założyłam konto na portalu, na którym kupowałam, sprzedawałam i wymieniałam się ubraniami z innymi użytkownikami. Żeby kupić ciucha, musiałam najpierw jakiegoś sprzedać, nowo nabyta rzecz szybko mi się nudziła i szła znowu na sprzedaż, w ten sposób zamykając błędne koło.
Po studiach miałam plan otwarcia własnego second handu, pożyczyłam pieniądze od…

Jak przeprowadziłam modowy detoks

Jakiś czas temu stwierdziłam, że przeżywam modowy kryzys i postanowiłam przeprowadzić gruntowne porządki w szafie.
Miałam dosyć ubrań, których nie lubiłam, nie nosiłam, tych odłożonych na specjalne okazje, które jakoś nigdy nie nadchodziły, ciuchów, które do siebie nie pasowały. Ciągle dokupowałam nowe rzeczy, a mimo to miałam wrażenie, że nie mam w co się ubrać! W szafie co chwilę pojawiały się nowości, a ja i tak nosiłam te same wytarte jeansy i ulubioną bluzkę. Ekscytacja nowymi zakupami trwała krótko, pozostawały wyrzuty sumienia i pusty portfel.
Zaczęłam od sporządzenia mapy stylu. Ponieważ jestem wzrokowcem, zdecydowałam się na stworzenie wizualnego kolażu, na którym umieściłam wycinki z kolorowych magazynów, przedstawiające ubrania, fryzury, zestawy i dodatki odpowiadające mojemu stylowi. Na mapie znalazły się również zdjęcia gwiazd, których stylizacje mnie inspirują: codzienne zestawy Reese Witherspoon oraz rockowe elementy stylu Kate Moss. 



Jak widzisz, nie skupiłam się na jednym nurcie, lecz połączyłam kilka. Jedna tablica okazała się zbyt mała i przygotowałam dwa moodboardy. Takie mapy stylu mają posłużyć przede wszystkim jako inspiracja i nie chodzi o to, by każdy ich element znalazł się w Twojej szafie. Moodboard pozwoli Ci sprecyzować styl, odpowiadający Twojej osobowości i codziennym zajęciom.
Starałam się, by elementy mojej garderoby odpowiadały temu, czym aktualnie zajmuję się na co dzień. Tylko w ten sposób mogłam czuć się swobodnie, nieskrępowanie -  po prostu sobą. W mojej szafie główne miejsce zajmują jeansy, shirty z długimi i krótkimi rękawami, topy , rzeczy sportowe, kilka sukienek i spódniczek na co dzień, zimą - ciepłe swetry. Nie przepadam za eleganckimi zestawami, koszulami, biżuterią, kolorowymi nadrukami i kiczowatymi ozdobami. 

Gotową tablicę powiesiłam  w szafie. Spoglądając na nią, przypominam sobie o najważniejszych elementach mojego stylu. W razie wątpliwości i zakupowych zachcianek mapa sprowadza mnie na właściwą modową ścieżkę. 😉

Kolejnym krokiem było zrobienie przeglądu szafy. Nie raz zdarzało mi się oczywiście robić w niej porządki, jednak najczęściej polegały one na przekładaniu rzeczy z kąta w kąt.  
Za główny cel postawiłam sobie zredukowanie ilości ubrań, gdyż miałam ich po prostu za dużo.
Wyjęłam wszystkie rzeczy, ułożyłam je na łóżku i podzieliłam na kategorie: okrycia wierzchnie, bluzki, spodnie, sukienki, spódniczki , bielizna itp. Nie zapomniałam o dodatkach i butach.
Następnie zajęłam się każdą z kategorii, rozkładając ją na czynniki pierwsze, czyli sztuki odzieży. Każdą z rzeczy przeanalizowałam pod kilkoma punktami: 
  • Czy chodzę w niej regularnie?
  • Czy nadal mi się podoba ?
  • Czy rozmiarowo pasuje ?
  • Czy odpowiada mojemu stylowi?
  • Czy jestem w stanie stworzyć z nią kilka zestawów?
Jeśli na którekolwiek z pytań odpowiedź brzmiała NIE, rzecz trafiała do worka.  Do tej pory zawsze znajdowałam wymówkę w stylu „może się jeszcze przyda” , „założę po domu” albo „na pewno schudnę”. Tym razem starałam się  być bezwzględna. Skoro nie założyłam tej sukienki przez trzy lata, to prawdopodobnie nie jest mi pisana i już nigdy jej nie założę. 
Oczywiście zrobiło mi się żal rzeczy, które trafiły do worka. Postanowiłam ich nie wyrzucać . Skoro już nigdy ich nie założę, może ktoś inny będzie miał z nich pożytek? Część z ubrań wystawiłam na sprzedaż w internecie, a resztę zawiozłam przy najbliższej okazji do Polski i podarowałam rodzinie.
Po uporządkowaniu szafy w końcu odetchnęłam z ulgą. Nie musiałam się już „dokopywać” do ulubionych rzeczy, po otwarciu szafy miałam przed sobą tylko starannie wyselekcjonowane części garderoby. Wybór codziennych zestawów do pracy trwał krócej, pakowanie na urlop przebiegało sprawniej. Odzyskanie kontroli nad szafą pociągnęło za sobą kolejne pozytywne zmiany: odzyskałam finansową równowagę, skupiłam się na rzeczach, które kiedyś sprawiały mi przyjemność, a o których zapomniałam, tracąc czas na zakupy dla zabicia czasu i nudy. 

Mój modowy detoks nie trwał dzień, tydzień, ani nawet miesiąc. Znacznie dłużej zajęło mi zrozumienie, gdzie popełniłam błąd. Nadal zdarzy mi się nieprzemyślany zakup pod wpływem chwili, nastroju. Mam jednak świadomość swoich słabych stron, i staram się ciągle pracować nad sobą i idealną, dobrze funkcjonującą garderobą. Nie tworzę szafy przyszłości, ważne jest tu i teraz. Rzeczy, które noszę mają za zadanie towarzyszyć mi w codziennych zadaniach i pasować do mojego aktualnego  stylu życia. 

Nie marzę już tak, jak kiedyś o ogromnej garderobie, stu parach butów i drogich, markowych torebkach. Mniejszy wybór to większa kontrola i pewność siebie. Nadmiar ubrań to natomiast źródło stresu i strata energii, którą możemy spożytkować na inne przyjemności, hobby, zainteresowania.

Jeśli chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami na temat tego posta, zapraszam Cię do komentowania!




Komentarze